Wojna, w której lasy były sidłami, ulice strzelnicą, a człowiek celem!
Rozpad państwa, który na mapie wyglądał jak przesunięcie granic, w terenie oznaczał coś znacznie gorszego: systematyczne tropienie ludzi. Nie metaforycznie. Dosłownie.
W byłej Jugosławii człowiek uciekający przez las miał takie same szanse jak zwierzę wypłoszone z nagonki.
To nie legenda, nie miejska groza. To protokół sądowy, raporty sekcji zwłok, zeznania ocalałych i wyroki trybunałów.
Lasy śmierci – kolumny, które stały się zwierzyną
Masakra w Srebrenicy.
Lipiec 1995.
Po upadku strefy ONZ tysiące mężczyzn i chłopców ruszyło nocą przez góry.
Bez jedzenia. Bez map. Z jednym celem: przebić się przez lasy do „swoich”.
Kolumna liczyła kilkanaście kilometrów.
Po drugiej stronie czekały już oddziały.
Dronów jeszcze nie było – ale były patrole, noktowizory, psy tropiące, zasadzki przy drogach i miny.
Relacje świadków z akt trybunału opisują to jednym słowem: manhunt.
-
strzelano seriami w ciemność, „żeby coś trafić”
-
rannych dobijano pojedynczym strzałem
-
schwytanych wiązano drutem lub taśmą
-
ciężarówki wywoziły ich do magazynów, szkół, hal
-
potem egzekucje – dziesiątkami
Ciała wrzucano do dołów koparkami.
Ziemia ruszała się jeszcze przez kilka minut.
Po latach odkopywano szczątki w plastikowych workach, czasem tylko fragmenty kości, czasem z rękami nadal skrępowanymi za plecami.
To było polowanie z finałem w masowej mogile.
Miasto jako strzelnica
Sarajewo było laboratorium okrucieństwa.
Snajperzy mieli widok z hoteli i wzgórz.
Ulice nazwano „Sniper Alley”.
Nie chodziło o walkę z żołnierzami.
Chodziło o wybieranie przypadkowych ludzi.
Celami byli:
-
starcy z torbą chleba
-
kobiety z kanistrami po wodę
-
dzieci biegnące do szkoły
Strzał.
Ciało pada.
Drugi strzał – w tych, którzy próbują pomóc.
Zeznania mówią wprost:
„To była rozrywka. Ktoś krzyczał: patrz, trafiłem”.
Krew zamarzała zimą na asfalcie jak ciemna żywica.
Miasto żyło w rytmie sprintów od muru do muru.
Każde przejście przez ulicę było ruletką.
To też było polowanie – statyczne, precyzyjne, bez pościgu, ale z tym samym celem: zabić człowieka jak tarczę strzelecką.
Oddziały, które urządzały obławy
Serbska Gwardia Ochotnicza („Tygrysy”)
Paramilitarne milicje działały jak gangi z bronią ciężką.
Schemat był powtarzalny:
-
wjazd transporterami do wsi
-
megafony: „wszyscy na plac”
-
selekcja – mężczyźni osobno
-
rabunek domów
-
podpalenia
-
„uciekających” ścigano samochodami lub pieszo
Świadkowie mówili, że strzelano w plecy biegnącym, jak podczas nagonki na zwierzynę.
Były przypadki:
-
rozstrzeliwania przy studniach
-
egzekucji w stodołach
-
ciał wrzucanych do rzek
Czasem kazano kopać własny dół.
Czasem zabijano po kilku, żeby reszta patrzyła.
To nie był chaos. To była metoda zastraszenia.
Archiwa, które nie pozwalają zapomnieć
Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii
W stenogramach pojawiają się słowa bez metafor:
-
„ścigali nas przez las trzy dni”
-
„strzelali do nas jak do zwierząt”
-
„udawałem martwego pod ciałami innych”
Raporty ekshumacyjne opisują:
-
przestrzelone potylice
-
ręce związane za plecami
-
fragmenty czaszek w jednym worku z trzema nazwiskami
To suchy język medycyny sądowej.
Ale za każdym wpisem stoi konkretna twarz.
Co naprawdę oznaczało „polowanie”
Tylko dehumanizacja.
Kiedy propaganda powtarza, że sąsiedzi to „robactwo”, „zaraza”, „wróg biologiczny”, spust naciska się łatwiej.
A wtedy człowiek przestaje być człowiekiem.
Staje się celem.
Las staje się klatką.
Ulica – torem strzeleckim.
Ciężarówka – karawanem.
Gdzie szukać twardych materiałów
Jeśli chcesz zobaczyć fakty bez filtrów:
-
archiwa procesów trybunału w Hadze
-
raporty Human Rights Watch
-
raporty Amnesty International
-
dokument Srebrenica: A Cry from the Grave
-
seria The Death of Yugoslavia
Ostatnia myśl
Wojna nie zawsze wygląda jak front i czołgi.
Czasem wygląda jak człowiek biegnący przez mokry las, który nagle słyszy szczekanie psów i serię z karabinu.
I wtedy rozumie, że ktoś właśnie zaczął na niego polowanie.

Komentarze
Prześlij komentarz